Stanowski idzie do sądu z Giertychem
Krzysztof Stanowski pozywa Romana Giertycha. A ja Jana Pińskiego, czyli nieformalnego PR-owca Giertycha. Z kolei Giertych wytoczył przeciwko mnie najcięższe działa za film na YouTube „Jak Krauze i Giertych wyprali miliony”. Domaga się roku więzienia dla mnie i 200 tys. zł dla siebie. Sezon sądowy uważam za otwarty.

Będzie się działo. Giertych, który zawsze atakował i zastraszał redakcje i ludzi pozwami, teraz będzie musiał się bronić. Podobnie jak Piński. Wszystkie karty na stół. Miarka się przebrała. A każdy kij ma dwa końce.
I choć wielokrotnie wieszałem na Stanowskim psy za reklamy zakładów bukmacherskich na jego kanale, to deklaruję, że w zbożnym dziele ścigania lorda Polnorda może on na mnie liczyć przez 24 godziny na dobę. Dlaczego nie znoszę hazardu? Mój kuzyn był uzależniony od gry w kasynie i musieliśmy go przed laty – jako rodzina – wykupić z rąk łódzkiej „ośmiornicy”. Inaczej bo by go po prostu zabili lub – w najdelikatniejszej wersji – okaleczyli. Za co? Za długi. Mafia naliczała horrendalne odsetki. Kuzyn stracił wszystkie oszczędności, a nawet mieszkanie. Na policję nie mogliśmy liczyć.
Wystąpiłem z prywatnym aktem oskarżenia przeciwko Janowi Pińskiemu, nieformalnemu rzecznikowi Giertycha. Piński wielokrotnie zarzucał mi, że moje teksty i filmy ktoś mi zlecił (PiS?) i są to usługi dobrze płatne. Pisał, że ma na to niepodważalne dowody. Nigdy ich nie przedstawił. Z prostego powodu: takie dowody istnieją tylko w wyobraźni Pińskiego. W niewybredny sposób atakował moją rodzinę. Sugerował, że moja córka prowadzi w Wielkiej Brytanii nielegalne interesy (pierze pieniądze?). Moja żona zaś miała wynajmować na lewo apartament w Hiszpanii, oszukując urząd skarbowy. Tymczasem moja córka nie ma żadnej firmy w Wielkiej Brytanii i nigdy nie miała. Produkuje w Łodzi kremy orzechowe, których recepturę sama opracowała. Żadnych apartamentów zagranicznych nie posiadamy. Ja zaś – wstyd przyznać – w Hiszpanii nigdy nie byłem.
Mój adwokat Piotr Paduszyński zapowiada, że będzie domagał się, aby sąd orzekł wobec Pińskiego nie tylko nawiązkę finansową. Będzie wnosił również o karę pozbawienia wolności. Liczba publikowanych przez Pińskiego zniesławiających kłamstw przekroczyła bowiem masę krytyczną. Ma on na swoim koncie publikacje (w „Gazecie Finansowej”) m.in. o tym, że… Jan Kulczyk żyje i ukrywa się na Cyprze.
I aby utrudnić Janowi Pińskiemu PR-ową narrację, że moje działania to zemsta PiS, dodam że mój adwokat jest jednym z założycieli PO w Łodzi. Moja praca od 35 lat polega na ściganiu złodziei i różnej maści oszustów. Bez względu na to jaką partię i opcję polityczną reprezentują. To tego grona zaliczam też mec. Romana Giertycha.
18 lutego Krzysztof Stanowski odczytał na YouTube fragment pisma, które jego pełnomocnicy wysłali do Romana Giertycha.
– Działając w imieniu pana Krzysztofa Stanowskiego oraz w imieniu Kanału Zero (…) na podstawie udzielonych mi pełnomocnictw, (…) wzywam pana do niezwłocznego zaniechania działań naruszających dobra osobiste – czytał Stanowski. I dodał, że „wszystko ma swoje granice”. – Teksty o tym, że sponsorują nas ludzie handlujący kobietami, łączenie nas z Jeffrey’em Epsteinem, łączenie nas z Władimirem Putinem – to wszystko ma swoje granice. Ja mogę się z Romanem Giertychem naparzać na riposty i to może mieć swój urok, ale on idzie za daleko i niech sąd rozstrzygnie, czy można w Polsce iść tak daleko.
Giertych odpowiedział na X: „Panie Krzysztofie tak dobrze nam się współpraca układała, a tutaj nagle chce mnie Pan pozwać? Ale mnie Pan przestraszył! Ja tak nie lubię się procesować, a Pan mnie zaciąga do sądu. I o co? O zwykłe pytania dotyczące Pana reklamodawców, którzy zamieszani byli w sutenerstwo. No cóż. Jedno dobre będzie z mojej krzywdy, że dokładnie przeanalizujemy Pana reklamodawców, ich sprawy karne oraz Pana związki z PiS. Nie wiem tylko czy już dzisiaj nie powinniśmy sprzedawać biletów na sprawę w sądzie, bo będzie duże zainteresowanie. Do zobaczenia! Wreszcie poznamy się na żywo”.
„Pan Stanowski nie chce aby go wiązać z prostytucją (którą organizowali jego reklamodawcy). Czy uważacie, że w procesie musimy również wyjaśnić wszystkie okoliczności jego pobytu w klubie Go-Go? To przecież też jest powiązane z tym światkiem. Będzie kogo przesłuchiwać” – napisał Giertych w kolejnym tweecie.
Tak, panie Giertych. Będzie kogo przesłuchiwać, w zwłaszcza w sprawie o aferę Polnordu, którą mi pan wytoczył. Jako jednego z pierwszych powołamy na świadka pańskiego kierowcę i ochroniarza Sebastiana Jarguta, ps. „Foka”.

